Polská a česká ilustrační tvorba v dětské literatuře 60. a 70. let 20. století Obrazová příloha Adolf Born Míťa sám na světě Zatoulané písmenko: vyprávěnka na dobrou noc Vítek na výletě Květa Pacovská Co rád nosím Ji .,...,„ vírr.. * * * Aleji „n,ín, po*"* K r > •itat, a kdybych clu ;olika chci. Já vím, že ur Až do («'•'' tiinim tak můžu počítat ilo - I do sta? - I clu sta - I do miliónu To taky, Hhí KryStůiek, aleje na že moc n e v i l o to milión je Tak to hon/m zamlouvá: - A jak kampak dušli Sni/ek se Sněženko SaSid/sc Sněženkou moc dalc/o nedošli. N a l f dálk) bylo vidět, u £u 7™ r - • pomalu tlařil p, Józef Wilkoň Skowronki Zaczarowana jagoda Piloti -" • i . • i • i i m*d iiuiuaCiy n u t u *?!•*«< are WIIyitktch koioiBcht Potem nni.i mt C»y wW* hyř pinwnki i lg PcJm pUkt-bqki Privlícuív nud uookrc) l*kl Cly ra on* M-I'"' | • JupM '••i-.i fuduk. . .-.li ">:ki Piitam p-T/l«"i>ty g Ir I pytaty. Cil UVIDÍ ip.awci tfhil*;, CtJ l)Iku ,1» i; .-' Tu ij-ij.i-.-ii-, /K- • lani gniaideciko, ['i-ll-./y ,u. jut |4|...-l.i Ku ku tu ku ku ku '•1 ..:-i dnatwa *llu. idiova W cudzvrh gn láníkách «•> wyrhnwa. Ku ku ku ku ku ku Zwiodwm i-vnc okelic*. Zjadam itnac-zne gaiieni<*. Ku ku tu ku ku ku Král Slunce a jeho čtyři dcery Božena Truchanowska Godzina pasowei róžy — No pewnie, bo jut mi zaczyna byé kataru albo grypy. to mój trcnlng diabli " n ° A Jak d — Ach, o czym ty raówliw, moja mul*? j S " ^ c ma z fotografií byla juž wyrainic mlecierplij t r C n i n « ? - d biety i lat OMcmdziesiatych nie znomv te „ 1 *> n a - — My wiyc w klimat tej epoki. Jesteá p n i i ^ d . *• ' i to, aby ci si? to jakos w koňcu udaío po prostu mojq rotundy. Musisz przeciei ^ J*1 ** okryje domu. j B k o í PoJochaí — Nlech bedzie ta. jak ÄÍQ tam nazywa, y HltMmy sic Anda. — Grunt, žeby mi bylo cieplo. A ] e fid/ie n ) proszc pani. to znaczy, cíociu Eleonor-.' — Jak to gdzie? Jesteámy tam, gdzie b y » y 4 m y . la. No co, ciepio ci teraz? — spýtala, zdejmU)*e z » i c b ^ ľ ^ P i e , a U * POleryn,,. v s i o i " cym, fatrzanym kotnierzem i narzuca^c ja na ramiona Andy. — Wiec to si? naxywi rotunda? — zdziwila »i<< Anda — my lalam fce rotunda to jest zupclme co innego. Ale mnitíjsra o to. Rotunda byla rozkosznii! deptá i lekka. wonicjaca pny tym przedziwnle n: to rÓ2*> ni to Jokimá innytn. niexwykle delikátnym, ale zárazem odurwjacvm zápachem. — Wiec gdzie my 1«" tesmv wlasdwie, doau Eleonoro, bo jako* nie zro- rumtalam? — Pneciei powiedr=lam cl. mele dxiceKa 2« jesk-ímy tam. gdzie bylytoy pned chwllq. — Niť r..'iitiiif-m — No, pomyíll Gdzic byla* przed chwila? No, w tym momencie, náy iaczcty*my rozmnwi;? — .i-.!- to ;:••!/..• bylam? W swoim pokoju- Na FUko- wieckiťj! — No wicc wlosniť. Slolmy ddkiodnie w tym sírnym miejncu. Cofajac czas w godainie pasowej rtuy, cof nc^aš do okitau, kiedy w tym li r B RakOWCU, ' ItW v ! i:7.í(»r